Jak powstaje książka o wojowniczce?

O czym jest moja książka? O wojowniczce. W związku z tym, że bardzo poważnie podeszłam do tematu, ostatnie miesiące moich randek z mężem z boku brzmiały bardzo ciekawie… Kochanie, powiedz mi, jak chciałabym komuś przebić gardło jednym ciosem noża, gdzie dokładnie trzeba trafić? Kochanie, możesz mi pokazać jakiś chwyt, gdzie taka nieduża osoba, jak ja może obezwładnić kogoś o głowę wyższego? Kochanie, jakie są objawy wstrząśnienia mózgu? Jak przetrącić komuś kark? Jeśli ktoś śpi, gdzie mam wbić sztylet, żeby załatwić go pojedynczym pchnięciem w serce? Sąsiedzi mogli zapewne podziwiać, jak gimnastykujemy się w ogrodzie, gdzie ukochany uczy mnie podduszać, wyłupiać oczy, obezwładniać… Zanim zawiadomili odpowiednie służby, małżonek udzielił mi jedynej, logicznej rady. Może tak byś poszła sobie na jakieś sztuki walki, to sama się przekonasz jak to jest dostać łomot, a nie tylko udawać? No to poszłam. I oficjalnie wcieliłam w życie metodę Stanisławskiego, nie do aktorstwa dla odmiany, tylko do pisania. Działa. I, póki co, liczę siniaki i więcej daję powodów pozostałym kursantom do śmiechu niż strachu, ale pochodzę jeszcze z rok, a dorobię się jakiejś groźnej ksywki. Póki co trener nazywa mnie ‘Weź, przestań się wydurniać’. Ale jestem otwarta na inne propozycje. Aha. I zdążyłam już skręcić nogę. Książka skończona, kick boxing dalej ciągnę, bo zaplanowałam jeszcze z pięć części tej serii, więc może do ostatniej uda mi się zasłużyć chociaż na jedną gwiazdkę, zielony pas, czy co tam dają. Trzymajcie kciuki.

(Visited 30 times, 1 visits today)